Niech imię Pana wszyscy wychwalają. Ps 148,1-2.3-4.9-10.11-13. Refren: Niech imię Pana wszyscy wychwalają. lub: Alleluja. Chwalcie Pana z niebios, * chwalcie Go na wysokościach. Chwalcie Go, wszyscy Jego aniołowie, * chwalcie Go, wszystkie Jego zastępy. Refren: Niech imię Pana wszyscy wychwalają. lub: Alleluja. Chwalcie Go, słońce i Ten Pan zmieniał wszystko, kwiatki w pyłek złamane serca w posklejane i złych ludzi w dobrych. Był taki czas co leczył i zrzucał nieszczęścia. Ten Pan czas potrafił zmienić ziemie w kamień, zwierzęta w ludzi, potrafił zminić wszystko. Postanowił zmienić i mnie. I przyszedł taki Pan Czas kiedy trzeba kogoś uświadomić. Definicja. wyrażeń proszę pana, proszę pani, proszę państwa, proszę księdza itp. używamy, gdy zwracamy się osoby, której nie znamy lub z którą nie łączą nas osobiste stosunki. Poprawna polszczyzna cenne informacje, niespodzianki, haczyki. Jak to jest z proszę pani W zwrocie grzecznościowym, mającym na celu zwrócenie. Check 'Proszę Pana' translations into English. Look through examples of Proszę Pana translation in sentences, listen to pronunciation and learn grammar. . Co pan czytał, gdy był dzieckiem, książki polskie czy niemieckie? A czy były chociaż ładne, czy bez sensu i bezskładne? Co pan czytał jako pierwsze, opowieści czy też wiersze? Czy poczyta pan mi baśnie? Bo ja baśnie lubię właśnie! Tak się dobrze z panem bawię, może wreszcie się przedstawię... Niech pan słucha, drogi panie, jestem tym... co spał na sianie. Tym, co w wierszu wilki straszył, a gryzonia się przestraszył! I złą sławę przeto miałem, bo się małej myszki bałem! Proszę pana!... (cisza głucha)... Czy pan mnie choć jeszcze słucha? Proszę pana! Co się dzieje? Czemu pan się teraz śmieje? Proszę, niech mnie pan wysłucha. To ja!... Stefek!... Burczymucha! Ach, pan kiedyś o mnie słyszał... Stąd ten śmiech i stąd ta cisza? Chociaż sprawa panu znana, zaskoczyłem trochę pana? Pan, poeta! Wiersze tworzy! Niech pan o mnie coś ułoży... Już nie zgrywam bohatera! Ja już inny jestem teraz! Więc czy mogę pana prosić? - niech pan światu to ogłosi! Proszę, niech to świat usłyszy... - JA JUŻ SIĘ NIE BOJĘ MYSZY! Gliwice r. SCENARIUSZ AKADEMII Z OKAZJI DNIA DZIECKACele: rozwijanie inwencji twórczej, zdolności i zainteresowań, dostarczanie bodźców emocjonalnych, sprzyjanie aktywności wychowanków, doskonalenie umiejętności współpracy w ciocia, Grześ, Samochwała, Skarżypyta, Leń, Pytalski, Gaduły, Kłamczucha, Brudas, Maruda, uczniowie dający dobre rady bohaterom wierszy, dzieci mówiące o wynalazkach szkolnychScenografia: Przedstawienie rozgrywa się na scenie, która przypomina pokój (znajduje się na niej stolik, krzesła, łóżko, okno, regał z zabawkami i książkami). Po jednej stronie poniżej sceny, na kocach siedzą dzieci, po drugiej stronie ustawione są 2 ławki szkolne. W tle, na materiale przypięty jest napis- Dzień Dziecka- czyli prawda o nas UROCZYSTOŚCINARRATOR 1: Witam wszystkich na tej sali i o ciszę bardzo proszę. Pokażemy przedstawienie, zaraz na nie was będzie o nas samych: dzieciach miłych, grzecznych, mądrych, pracowitych, bardzo pilnych, roześmianych i mamy bardzo wiele, a o wadach nie mówimy, lecz z okazji Święta Dziecka raz wyjątek bowiem tak się zdarza, że coś szepce nam do 2: - Nie bądź taki doskonały, przestań już udawać przecież dla odmiany porozrabiać odrobinę - siostrze potarmosić włosy, bratu zrobić głupią przechwalanie nie jest zabronione wcale. Skarżyć, kłamać, leniuchować umiesz świetnie, doskonale!NARRATOR 1: No i w taki oto sposób niewidzialne duszki wredne sprowadzają wciąż kłopoty na nas dzieci -miłe, biedne...A o skutkach tych podszeptów zaraz tutaj w którymś z bohaterów samych siebie zobaczycie ? NARRATOR 2: Chyba dosyć tego wstępu...Kuba, więcej nie jak obiecaliśmy, sztukę wszystkim 1: Na początek moi złoci, proszę do pokoju Wrzuciłeś Grzesiu list do skrzynki, jak prosiłam? GRZESIU: List, proszę cioci? List? Wrzuciłem, ciociu miła! CIOCIA: Nie kłamiesz, Grzesiu? Lepiej przyznaj się kochanie! GRZESIU: Jak ciocię kocham, proszę cioci, że nie kłamię! CIOCIA: Oj, Grzesiu kłamiesz! Lepiej powiedz po dobroci! GRZESIU: Ja miałbym kłamać? Niemożliwe, proszę cioci! CIOCIA: Wuj Leon czeka na ten list, więc daj mi słowo. GRZESIU: No, słowo daję! I pamiętam szczegółowo: List był do wuja Leona, a skrzynka była czerwona, a koperta...no, taka... tego... nic takiego nadzwyczajnego. A na kopercie - nazwisko i Łódź... i ta ulica z numerem. I pamiętam wszystko: że znaczek był z Belwederem, a jak wrzucałem list do skrzynki, to przechodził tatuś Halinki, i jeden oficer też wrzucał, wysoki - wysoki, taki wysoki, że jak wrzucał, to kucał. I jechała taksówka... i trąbił autobus, i szły jakieś trzy dziewczynki, jak wrzucałem ten list do skrzynki... NARRATOR:Ciocia głową pokiwała, otworzyła szeroko oczy ze zdumienia: CIOCIA: Oj, Grzesiu, Grzesiu!Przecież ja ci wcale nie dałam żadnego listu do wrzucenia!...NARRATOR 2: Koniec wiersza- morał prawda jak oliwa zawsze na wierzch 3: Mówić prawdę ważna sprawa, lecz nie zawsze się udaje. Oto drugi przykład na to, jak się bez problemu pana, proszę pana, zaszła u nas wielka zmiana: Moja starsza siostra Bronka zamieniła się w cały dzień na buku i powtarza: kuku, kuku!PAN: Pomyśl tylko, co ty pleciesz! To zwyczajne kłamstwa przecież. KŁAMCZUCHA:Proszę pana, proszę pana, rzecz się stała niesłychana: Zamiast deszczu u sąsiada dziś padała oranżada, i w dodatku całkiem Fe, nieładnie! Fe, kłamczucha! KŁAMCZUCHA: To nie wszystko, proszę pana! U stryjenki wczoraj z rana abecadło z pieca spadło, całą pieczeń z rondla zjadło. A tymczasem na obiedzie miał być lew i dwa To dopiero jest kłamczucha!KŁAMCZUCHA: Proszę pana, niech pan słucha! Po południu na zabawie utonęła kaczka w stawie. Pan nie wierzy? Daję słowo! Sprowadzono straż ogniową, przecedzono wodę sitem, a co ryb złowiono przy tym! PAN: Fe, nieładnie! Któż tak kłamie? Zaraz się poskarżę mamie!NARRATOR 2: Tak niestety często bywa, kłamców stale nam 3: Ale oto już przed nami jakiś „model”- patrzcie sami! Czy to jakaś nowa moda dla tych, których straszy woda?NARRATOR: Józio oświadczył: JÓZIO: Woda mi zbrzydła, dość już mam szczotki, wstręt mam do mydła! NARRATOR: I odtąd przybrał wygląd straszydła. Płakała matka i ojciec gryzł się: OJCIEC: Ten Józio wszystkie soki z nas wyssie!Od dwóch tygodni już się nie myje. Czarne ma ręce, nogi i szyję, twarz ma od ucha brudną do ucha. Czy kto takiego widział smolucha? Poradźcie ludzie, pomóżcie, ludzie, przecież nie można żyć w takim brudzie!NARRATOR: Józio na prośby wszelkie był głuchy,lepił się z brudu jak lep na się dotknął, tam była JÓZIO: Niech mama myje się sama, tato niech kąpie się nieustannie, stryjek i wujek niech siedzą w się szorują, a ja tymczasem będę brudasem, chcę być brudasem!NARRATOR: Przezwał go stryjek "Józio - niemyjek", wujek doń mówił "niemyty ryjek".Błagała ciotka: CIOTKA: Józiu mój złoty, myj się!NARRATOR: Lecz Józio nie miał ochoty. Wyniósł się w końcu z ulicy Czystej i zawiadomił rodziców listem, że myć się nie ma zamiaru, trudno! I poszedł mieszkać - dokąd? - na 3: Józio, Józio, ty brudasie, kto wytrzyma z tobą w klasie?NARRATOR 2: Ale co to? Kto to taki? Chyba pilny uczeń jakiś!NARRATOR:Jurek Maruda do lekcji siada, książki rozkłada i tak - Co tam zadane ? Słupki, czytanka...Zrobię! A potem pójdę do do Janka...Prawda, że Janekdał mi w prezencie parę na oknie koło firanki...Zaraz się wezmę do tej idzie Azor ! Tu, tu, Azorze!Dlaczego biegasz w deszczu po dworze?Gdzie on poleciał? Może do Janka?Ojej, a lekcje? Słupki, czytanka?Siadam do książek...O, brudne ręce...Gdzie te skakanki? Chyba w łazience...Co?! Już kolacja? To niesłychane!A dzisiaj było dużo zadane. NARRATOR 2:Może ten Jurek Maruda o lekcjach to miał pojęcie, lecz to nauki, niestetybardzo słabiutkie 3: A teraz wystąpi dama z wielkiej swej skromności w kącie stała i wciąż tak opowiadała:SAMOCHWALA:Zdolna jestem niesłychanie, najpiękniejsze mam ubranie, moja buzia tryska zdrowiem, jak coś powiem, to już powiem. Jak odpowiem, to roztropnie, w szkole mam najlepsze stopnie. Śpiewam lepiej niż w operze, świetnie jeżdżę na rowerze. Znakomicie muchy łapię, wiem, gdzie Wisła jest na mapie. Jestem mądra, jestem zgrabna, wiotka, słodka i powabna, a w dodatku, daję słowo, mam rodzinę wyjątkową. Tato mój do pieca sięga, moja mama - taka tęga, moja siostra - taka mała, a ja jestem - samochwała!NARRATOR 2:Z taką życie nie jest nudne...NARRATOR 3: Moim zdaniem bardzo jeśli cię to kręci, porozmawiaj z nią po lekcjach, ja do tego nie mam chęci. Czy skorzystasz z mojej rady, o to teraz nie chcę wnikać, bo na scenie już się zjawił ktoś, kto bardzo lubi ulicy Trybunalskiej mieszka sobie Staś Pytalski,co gdy tylko się obudzi, pytaniami dręczy W którym miejscu zaczyna się kula?Co na deser gotują dla króla? Ile kroków jest stąd do Powiśla?O czym myślałby stół, gdyby myślał?Czy lenistwo na łokcie się mierzy?Skąd wiadomo, że Jurek to Jerzy?Kto powiedział, że kury są głupie?Ile much może zmieścić się w zupie?Na co łysym potrzebna łysina?Kto indykom guziki zapina?Skąd się biorą bruneci na świecie?Ile ważą dwa kleksy w kajecie?Czy się wierzy niemowie na słowo?Czy jaskółka potrafi być krową?NARRATOR:Dziadek już od roku siedzii obmyśla jakiś czas myślała,ale wkrótce wpadła w stan nerwowyi musiała zażyć poszedł po rozum do głowyi kiedy powróci nie 2:I co powiesz na takiego Stanisława Ciekawskiego?NARRATOR 3: Ten kto pyta, to nie 2:Daję głowę, że rodzinka tego chłopca tak nie sądzi. Nawet trochę im 3: O powagę apeluję!NARRATOR 2:Już poważną minę robię, ty zaś lepiej popatrz sobie na artystkę jakiej mało, nudą tu nie będzie niej sporo się dowiemy- chcemy tego czy nie Piotruś nie był dzisiaj w szkole, Antek zrobił dziurę w stole, Wanda obrus poplamiła, Zosia szyi nie umyła, Jurek zgubił klucz, a Wacek zjadł ze stołu cały placek. NARRATOR:Któż się ciebie o to pyta? SKARŻYPYTA: Nikt. Ja jestem 3: Jeśli nawet taka moda, na skarżenie czasu mówić nie mam chęci, bo ktoś się po scenie dotąd ziemski padół nie znał jeszcze takich gaduł, jak dziewczyny: Malwa H. z Julią- obie z gada bardzo długo, jedna z drugą i przez drugą. Językami, tak jak w młynku mielą wciąż bez Malwina rada gada, koleżance opowiada:GADUŁA 1: Wczoraj Adam dostał pryszczy, a Danusi nos się błyszczy. Zaś Bożenka razem w Elą pokłóciła się z Kornelą, która suknię najpiękniejszą i fryzurę najmodniejszą na przyjęciu w maju miała- słuchać tego byś nie pewna, że we wtorek lepszy będą mieć najważniejsza sprawa... dzisiaj u mnie jest zabawa. Przyjdź koniecznie, bo zapraszam, będzie cała paczka nasza: Seba, Piotrek, Kamil, Baśka, Klaudia, Kuba, no i mamę swą o zgodę?Ja poprosić także mogę...NARRATOR:Na to Julka jej odpowie:GADUŁA 2: Mucha siedzi Ci na 1: Niech usiądzie osa nawet, ty zaś pomyśl o 2: Obiecuję, że pomyślę, teraz jednak liścik wyślę do Miłosza z zapytaniem czy podzieli się widziałam przed lekcjami, że objadał się się zgodzi, to w niedzielęzajmę miejsce mu w kościele- w pierwszej ławce, z lewej strony, żeby był uczyłaś się mnożenia, dodawania i dzielenia?Dzisiaj sprawdzian, a ja nie wiem ile jest 3 razy 1:Jeśli problem masz z tym wielki, dodaj razem trzy siódemki. Ale lepiej się poczujesz, gdy na blachę to tak ciągle dwie papużki uprawiają pogaduszki. Na boisku, na spacerze, w sklepie, w klasie, na rowerze. A gdy zasną, nawet we śnie rozmawiają jednocześnie. Dwie dziewczyny: Malwa H. z Julią -obie z 2:Świat nie byłby taki słodki, gdyby nie te dwie 3: Rozmarzyłeś się kompanie, może spocznij na tapczanie?NARRATOR 2:Skorzystałbym z twej zachęty, lecz ten mebel już zajęty. NARRATOR: Na tapczanie siedzi leń, nic nie robi cały dzień. LEŃ: O, wypraszam to sobie! Jak to? Ja nic nie robię? A kto siedzi na tapczanie? A kto zjadł pierwsze śniadanie? A kto dzisiaj pluł i łapał? A kto się w głowę podrapał? A kto dziś zgubił kalosze? O - o! Proszę! NARRATOR: Na tapczanie siedzi leń, nic nie robi cały dzień. LEŃ: Przepraszam! A tranu nie piłem? A uszu dzisiaj nie myłem? A nie urwałem guzika? A nie pokazałem języka? A nie chodziłem się strzyc? To wszystko nazywa się nic?NARRATOR: Na tapczanie siedzi leń, nic nie robi cały dzień. Nie poszedł do szkoły, bo mu się nie chciało. Nie odrobił lekcji, bo czasu miał za mało. Nie zasznurował trzewików, bo nie miał ochoty. Nie powiedział "dzień dobry", bo z tym za dużo roboty. Nie napoił Azorka, bo za daleko jest nakarmił kanarka, bo czasu mu było szkoda. Miał zjeść kolację - tylko ustami mlasnął, Miał położyć się - nie zdążył - zasnął. Śniło mu się, że nad czymś ogromnie się trudził. Tak zmęczył się tym snem, że się 3: Taka o nas prawda cała- gdy słuchamy złych podszeptów budzi się w nas Samochwała, Kłamczuch, Brudas, Skarżypyta, Leń, Maruda, Staś co pyta. A! I jeszcze dwie plotkary. Teraz komplet mamy 2:Choć wesołe miny mają, dobrych wzorców nam nie dają. Ale może coś się zmieni, gdy rad kilku wysłuchają. DZIECKO 1:Brudasku, Brudasku, potrzebna ci wanna, bo cię nie zechce żadna ładna 2:Marudo, weź się wreszcie do roboty, a szybko znikną twoje 3:Nawet mała brzęcząca mucha nie zechce usiąść koło 4:Lenić się przez cały dzień nie jest zdrowo wcale, gdy zabierzesz się do pracy, to poczujesz się 5:Skarżypyto, poskarż czasami i sam na siebie, to inni bardziej polubią 6:Lepiej nie oszukuj cioci swej kochanej, bo na długo będzie to 7:Koleżanek ci ubędzie, gdy się chwalić będziesz 8:Ten kto pyta, mądry pamiętaj także o tym, byś swoimi pytaniami nie wprawiał innych w 9:I na koniec coś dla zawsze o tym, że mowa jest srebrem, a milczenie z nas to, co usłyszał dobrze dziś w pamięci schowa,lecz i od nas na sam koniec dla was wszystkich takie słowa:LEŃ:Nikt z nas nie jest doskonały, SAMOCHWAŁA:każdy swoje wady ma. PYTALSKI:Lecz ten lepszy jest, szczęśliwszy, WSZYSCY:kto je wszystkie dobrze zna!NARRATOR 2:O dziecięcych złych nawykach więcej dzisiaj nie powiemy, lecz serdecznie i gorąco wam dorośli dziękujemy. NARRATOR 3:Za to, że tak bardzo często psoty, figle wybaczacie i na nasze złe maniery oko swoje przymykacie. Piosenka „BYĆ DZIECKIEM”Jak trudno jest być dzieckiem, z własnego wiem przykładu. Pić muszę litry mleka i zjadać tony kiedy tylko mogę, to marzę właśnie o tym, by pić niezdrową colę i jeść niezdrowy Być dzieckiem to niełatwa sprawa, tego nie wolno, a tak trzeba. Wszyscy dokoła pouczają, żadnej wolności dziecko nie ma. Być dzieckiem to niełatwa sprawa, świat dla dorosłych jest stworzony. Trzeba dorastać bardzo szybko, żeby korzystać ze trudno jest być dzieckiem, z własnego wiem przykładu. Spać muszę kłaść się wcześniej i nie ma rady na to. Nie dla mnie błyszczą gwiazdy, nie dla mnie księżyc świeci. Ja muszę spać tak długo, jak wszystkie grzeczne Być dzieckiem to wspaniała sprawa, dziecku wypada bardzo wiele. Może się bawić, tańczyć psocić, w tygodniu same mieć niedziele. Być dzieckiem to wspaniała sprawa, nie spieszmy się do dorosłości. Cieszmy się wszystkim, bo na pewno jest moc powodów do 3:My jesteśmy dzieci jak dzieci, czasem złośliwe, czasem czupurne, ale chcemy by księżyc święcił, a dni nie były 1:My chcemy, by nasze mamy wciąż uśmiechały się do nas, by nasi dobrzy ojcowie brali nas czule w 2:My chcemy, by nasze pomysły i zwariowane marzenia stały się kiedyś realne, to znaczy... że do marzeń mamy tysiące, pomysłów pełne kieszenie- są one często lekarstwem na to i owo 3:A co siedzi w naszych głowach, ujmiemy rzecz w kilku 1:Codziennie dumamy o tym, po co się w szkole męczymy, gdy można stworzyć roboty, czyli- myślące 2:Dziś wynalazki różne są w modzie, więc moglibyśmy co dzień zaproponować z powodzeniem jakieś dla klasy 3:Na przykład: siedzieć w ławce takiej, która by mogła być hamakiem. Gdyby na lekcji nudno było, hamak by huśtał się aż 4:Długopis z bardzo mądrą główką, wyjąć z kieszeni przed klasówką. Chmurki oglądałbyś na niebie, a on sam pisałby za 5:Wynaleźć zręczną gumkę- myszkę, co by ścierała błędy wszystkie. Taka życzliwa gumka miła omyłek by nie 6:Piórnik z okrągłym mieć otworem, co by też był telewizorem. Skrywszy się za kolegów głowy mógłbyś oglądać mecz 7:Aparat mieć taki, co z ubocza dyskretnie rzucałby przezrocza. Zamiast w popłochu szukać w głowie, już na tablicy miałbyś 8:Trafić na panią albo pana, co by cukierki jadł, od rana. Zawsze by tyle ich miał w zapasie, żeby obdzielił nas wszystkich w 9:Kalendarz trzeba by wprowadzić, co z niedzielami miałby składzik. Gdyby rozłożyć je dzień po dniu siedem niedziel byłoby w 10:No i tak dalej, i tak dalej...wszyscy by przecież skorzystali. Ale jak to zrealizować? Myślcie! Nie moja już w tym głowa. NARRATOR 1:I na tym dziś zakończymy, a was dorośli i dzieci o gromkie brawa 3:Nim się jednak pożegnamy jeszcze pięknie zaśpiewamy. PIOSENKA „DZIECI NA ŁĄKACH ŚWIATA”Ref:Dla wszystkich dzieci słońce świeci. Jak kolorowe kwiaty rosną wszystkie dzieci. Na łąkach świata rosną dziś, by dużym być i mądrym byćby dużym być i mądrym Gdyby tak różdżkę mieć, co spełnia dobre sny,to by się śmiały wciąż te dzieci tak jak wszystkich byłby miód i czekolady w bródi tresowany słoń i na biegunach Gdyby tak różdżkę mieć, to jeszcze różdżką tą ktoś wyczarowałby tym dzieciom piękny dom. A w domu mamę i siostrzyczki chociaż trzy. Musi być tata, brat i wielkie drzwi na świat. scenariusz opracowała: Joanna Rogala Więcej wierszy na temat: Obyczaje « poprzedni następny » "Proszę pana, proszę pana, Zaszła u nas wielka zmiana: Ziobro zmienił się w Katona Kracząc przy tem niczem wrona: Ten pan już nikogo, nigdy Nie zabije! Drań przebrzydły" "Pomyśl tylko, co ty pleciesz, To zwyczajne kłamstwo przecież" "Proszę pana, proszę pana, Rzecz się stała niesłychana: Zero ktoś wyśmiewa za to, Że się zajął zmarłym tatą. Chce go wskrzesić. Czy pan słucha?" "Fe, nieładnie! Fe, kłamczucha!" "To nie wszystko, proszę pana! Miał rozprawę Zbyszek z rana I przeprosić ma Doktora, To dla niego straszna zmora Ma zapłacić, przepraszając, A niewinny jest jak zając." "To dopiero jest kłamczucha" "Proszę pana, niech pan słucha! Zbierać chce tantiemy Ziobro. Nie zapłacisz, szczuje kobrą. Praw autorskich się domaga, A brat jego, to nie blaga, Ma opluwać w TVPiS-e Europę. Tuż po Lisie." "Fe, nieładnie! Któż tak kłamie? Kaczej się poskarżę mamie." Dzięki panie Janie... Napisany: 2008-09-16 Dodano: 2008-09-17 01:28:23 Ten wiersz przeczytano 2665 razy Oddanych głosów: 4 Aby zagłosować zaloguj się w serwisie « poprzedni następny » Dodaj swój wiersz Wiersze znanych Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński Juliusz Słowacki Wisława Szymborska Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński Halina Poświatowska Jan Lechoń Tadeusz Borowski Jan Brzechwa Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer więcej » Autorzy na topie kazap Ola Bella Jagódka anna AMOR1988 marcepani więcej » Katalog Barbara Ozymko -Galińska, 2016-06-16KoszalinSztuka, ScenariuszeAkademia Pani Kleksowej Narrator pan Kleks Witam wszystkich tu zebranych. Niespodziankę dla Was mamy. Już za chwilę na tej scenie odbędzie się przedstawienie ! Zaraz wejdą tu cudaki – ni zwierzaki, ni dzieciaki, i pokażą świat bajkowy : niby stary – a wciąż nowy. Więc uwaga już, kochani: przedstawienie zaczynamy!!! Piosenka „Witajcie w naszej bajce” Pan Kleks; A ty czego tu szukasz i po co tu zostałaś? Samochwała; Bo ja będę przemawiała! Zdolna jestem niesłychanie, najpiękniejsze mam ubranie, moja buzia tryska zdrowiem, jak coś powiem, to już powiem, jak odpowiem, to roztropnie, w szkole mam najlepsze stopnie, śpiewam lepiej, niż w operze, świetnie jeżdżę na rowerze, znakomicie muchy łapię, wiem, gdzie Wisła jest na mapie, jestem mądra, jestem zgrabna, wiotka, słodka i powabna, a w dodatku, daję słowo, mam rodzinę wyjątkową: tato mój do pieca sięga, moja mama – taka tęga, moja siostra – taka mała, a ja jestem – samochwała! Pan Kleks; No! nie do wiary, że w mojej akademii takie czary. Dobra zaczynamy…(wbiega Kłamczucha) Kłamczucha; Proszę pana, proszę pana! Rzecz się stała niesłychana: zamiast deszczu u sąsiada dziś padała oranżada! I w dodatku całkiem sucha! Pan Kleks; Fe, nieładnie! Fe, kłamczucha! KŁAMCZUCHA To nie wszystko, proszę pana! U stryjenki wczoraj z rana abecadło z pieca spadło, całą pieczeń z rondla zjadło! A tymczasem na obiedzie miał być lew i dwa niedźwiedzie. Pan Kleks To dopiero jest kłamczucha! KŁAMCZUCHA Proszę pana, niech pan słucha! Po południu na zabawie utonęła kaczka w stawie. Pan nie wierzy? Daję słowo! Sprowadzono straż ogniową. Przecedzono wodę sitem, a co ryb złowiono przy tym! Pan Kleks Fe, nieładnie! Któż tak kłamie? Zaraz się poskarżę mamie! Jak mam prowadzić zajęcia w mojej akademii, skoro przychodzą tu bardzo dziwni klienci. (wchodzi leń i rozkłada kocyk). No nie, wyborne, a ten tu czego? Włazi bez zaproszenia i rozkłada się jak u siebie. Aa , zaraz to jest ten, czekaj –leń. Leń; O, wypraszam to sobie! Jak to? Ja nic nie robię? A kto siedzi na tapczanie? A kto zjadł pierwsze śniadanie? A kto dzisiaj pluł i łapał? A kto się w głowę podrapał? A kto dziś zgubił kalosze? O – o! Proszę! Pan Kleks; Ja będę trzymał się tego, że oto jest leń. Leń; Przepraszam! A tranu nie piłem? A uszu dzisiaj nie myłem? A nie urwałem guzika? A nie pokazałem języka? A nie chodziłem się strzyc? To wszystko nazywa się nic?! Pan Kleks; Dla mnie i tak jesteś leniem , Koniec, kropka, kom, pl. (Leń obrażony dosiada się do Samochwały) (wchodzi Skarżypyta) Pan Kleks; A ty co? Zapisać się chciałeś do mojej akademii? Bo leni i samochwał dość mam na dziś. Skarżypyta; Olek nie był dzisiaj w szkole, Antek zrobił dziurę w stole, Wanda obrus poplamiła, Ola szyi nie umyła, Łukasz zgubił klucz, a Michał zjadł ze stołu cały placek! Pan Kleks; A któż cię o to pyta? Skarżypyta; W sumie to nikt, ja z urodzenia jestem skarżypyta, Pan Kleks; Dość już, uciekajcie dzieciaki. Zaproszę chyba do swej akademii zwierzaki. Proszę, proszę już nadchodzą. Ledwo pomyślałem a już jakąś biedronkę na horyzoncie ujrzałem. Witam śliczną biedroneczkę, uśmiechniętą panieneczkę. O! A za nią ktoś już spieszy! Czy biedronka się ucieszy? Już wiem kto to – to pan żuk. Wow, do biedronki: puk, puk, puk! Panieneczka widzi żuka. Biedronka; Czego pan tu u mnie szuka? ŻUK Wstań biedronko, wyjdź biedronko, przyjdź na słonko. Wezmę ciebie aż na łączkę i poproszę o twą rączkę. Pan Kleks; Ale para, ich znajomość mnie powala. BIEDRONKA Niech pan tutaj się nie błąka! niech pan zmiata i nie lata, i zostawi lepiej mnie, bo ja jestem piegowata, a pan – nie! Pan Kleks; Ale się nagadała, powiedziała co wiedziała i w te pędy odleciała. Dziwne, bo wieczorem ślub już brała z muchomorem. Ty, Żuk nie bądź taki obrażony, szukaj sobie innej żony. Sam widzisz kobiety w uczuciach są niestałe- niestety. (Żuk wychodzi) Pan Kleks: No, nie- a ten czego tu szuka? Jak pan tu wszedł? Kucharz; Normalnie, drzwiami, były otwarte. Pan Kleks; A co będzie na obiad? Kucharz; Jak to co ? Kaczka. (wychodzi kaczka i śpiewają piosenkę „Kaczka Dziwaczka”) Pan Kleks; Nie wiem , czy dobrze zrobiłem, że do swej akademii zwierzaki zaprosiłem, z nimi są same kłopoty i za bardzo nie wiem, jak się z nimi zabrać do roboty. (wchodzi ciocia i Grześ) Jacyś nowi, ciekawe czego szukają w mojej akademii? CIOCIA -Wrzuciłeś, Grzesiu, list do skrzynki, jak prosiłam? GRZEŚ- List, proszę cioci? List? Wrzuciłem, ciociu miła. CIOCIA- Nie kłamiesz, Grzesiu? Lepiej przyznaj się, kochanie! GRZEŚ-Jak ciocię kocham, proszę cioci, że nie kłamię! CIOCIA-Oj, Grzesiu, kłamiesz! Lepiej powiedz po dobroci! GRZEŚ-Ja miałbym kłamać? Niemożliwe, proszę cioci! CIOCIA- Wuj Leon czeka na ten list, więc daj mi słowo. GRZEŚ- No, słowo daję! I pamiętam szczegółowo: List był do wuja Leona. A skrzynka była czerwona, A koperta... no, taka...tego... Nic takiego nadzwyczajnego A na kopercie – nazwisko I Łódź...i ta ulica z numerem. I pamiętam wszystko: Że znaczek był z Belwederem, A jak wrzucałem list do skrzynki, To przechodził tatuś Halinki. Ciocia- Oj, Grzesiu, Grzesiu! Przecież ja ci wcale nie dałam żadnego listu do wrzucenia!... Grześ- Ciociu, popatrz, tam siedzi nasza sąsiadka –kwoka. Pan Kleks; Co? Jeszcze kwokę tu licho niesie. Wszyscy - Proszę pana, pewna kwoka Traktowała świat z wysoka I mówiła z przekonaniem: Kwoka- "Grunt to dobre wychowanie!" Dzieci ; Zaprosiła raz więc gości, By nauczyć ich grzeczności. Pierwszy osioł wszedł, lecz przy tym W progu garnek stłukł kopytem. Kwoka wielki krzyk podniosła: Kwoka- "Widział kto takiego osła?!" Wszyscy- Przyszła krowa. Tuż za progiem Zbiła szybę lewym rogiem. Kwoka- "Próżne słowa, Takich nikt już nie wychowa, gniewna i surowa Zawołała: Kwoka- "A to krowa; Dzieci; Przyszła świnia prosto z błota. Kwoka złości się i miota: Kwoka-" Co też pani tu wyczynia? Tak nabłocić! A to świnia!" Wszyscy - Przyszedł baran. Chciał na grzędzie Siąść cichutko w drugim rzędzie, Grzęda pękła. Kwoka wściekła Coś o łbie baranim rzekła I dodała: Trudno... Wszyscy się wynoście!" Wszyscy No i poszli sobie goście. Czy ta kwoka, proszę pana, Była dobrze wychowana? Kwoka- No nie, aż nie mogę uwierzyć wy o dobrych manierach pojęcia nie macie a kogoś takiego jak ja pouczacie. Skandal! (wchodzi Meluzyna) piosenka Meluzyna; Do dziś w wodzie sobie spokojnie żyłam, o mało co z pusto rakiem życie sobie ułożyłam .Gdy dostrzegł moje zaloty, to szybko mi oświadczył, że na ożenek to raczej nie ma ochoty. Jak widzę w twej akademii chętnych wielu, coś na pewno się tu znajdzie dla mnie drogi przyjacielu. Pan Kleks; A ja myślałem, że prawdziwą akademię stworzę, a tu się okazuje, że biurem matrymonialnym dysponuję. (wchodzi czapla i żuraw) Żuraw; Oj, jak dobrze się składa. Pan Keks; Co? Następny? Czego? Ileż można? Żuraw; Można i trzeba pomóc, bo nie wiem co począć , przykro było mi żurawiowi, że samotnie ryby łowi. Patrzę– czapla na wysepce wdzięcznie z błota wodę chłepce. No to mówię, piękna czaplo szukam żony. Będę kochał ciebie, wierz mi, więc czym prędzej się pobierzmy. Czapla; Nie chcę męża mieć żurawia. ŻURAW ; Trudno jestem obrażony. Będę żył bez żony. CZAPLA ; Czy właściwie dobrze robię? Skoro żuraw tak namawia, chyba wyjdę za żurawia. Nie ma co wrócę i spełnię jego życzenie. Żuraw; O! nie droga pani, teraz ja się nie ożenię. Niepotrzebnie pani papla. Żegnam panią, pani czapla. Oj, chyba źle robię, pójdę i przeproszę. Włożę czapkę i kalosze. Czapla; Po co pan się nadwyręża, pan na męża? Pan Kleks Tak już chodzą lata długie, jedno chce – to nie chce drugie. Chodzą wciąż tą samą drogą, ale pobrać się nie mogą. Kwoka; Drogi panie Kleksie, z twojej akademii już chyba nic nie będzie ale z tego co wiem, dobre maniery są widziane zawsze i wszędzie a że ja na nich dobrze się znam, to proponuję zaśpiewać wam. Wszyscy śpiewają „Witajcie w naszej bajce” Uwaga! Wszystkie materiały opublikowane na stronach są chronione prawem autorskim, publikowanie bez pisemnej zgody firmy Edgard zabronione.

proszę pana niech pan słucha